close

  • Być wiernym Ojczyźnie mej, Rzeczypospolitej Polskiej
  • AKTUALNOŚCI

  • 18 maja 2017

    Dwóch poruszających się na wózkach inwalidzkich Polaków podróżuje przez obie Ameryki z Buenos Aires - dotarli właśnie do Meksyku.

    Dwóch polskich podróżników - Maciek Kamiński i Michał Woroch - jedzie przez obie Ameryki, wyruszywszy z Buenos Aires specjalnie przystosowanym Land Roverem. Właśnie dotarli do Meksyku.

     

    Zdjęcie: National Geographic Polska

     

    "Maciek jest zapalonym pokerzystą. “Można śmiało powiedzieć, że ostatnie 10 lat spędziłem przy zielonym stoliku, grając w różnych częściach Polski i świata” - napisał do mnie w jednym z e-maili. Poker to rodzaj intelektualnej rozrywki, do której potrzebuje bystrego umysłu, sporej dawki szczęścia i sprawnych rąk do trzymania kart. Idealnej dla kogoś, kto do kasyna albo sali turniejowej wjeżdża na wózku inwalidzkim. Bo Maciek od 12 lat porusza się na wózku. 
     

    Michał pasjonuje się fotografią. Lubi, okiem obiektywu, oglądać wielkie przestrzenie, obserwować zmieniający się horyzont, patrzeć na ludzi z poczuciem, że aparat ma go przybliżać, a nie odgradzać od nich. Fotografia – jak twierdzi - ma wymiar symboliczny.  Stała się dla niego alternatywą do jazdy na rowerze, której od długiego już czasu nie może rozwijać ze względu na chorobę, która posadziła go na wózku inwalidzkim. Bo Michał też porusza się na wózku.  
     

    Maciek Kamiński i Michał Woroch spotkali się 12 lat temu w sali kliniki rehabilitacyjnej w Bydgoszczy. I tam postanowili, że razem będą zwiedzać świat, na przekór wszystkim, którym wydaje się, że niepełnosprawność kończy marzenia o wyprawach przez kontynenty i wspaniałych życiowych przygodach. Kupili stary samochód i przejechali nim Europę. Ale to był dopiero wstęp, można powiedzieć rozgrzewka przed trudniejszym, bardziej skomplikowanym wyzwaniem – Ameryką Południową. 
     

    W marcu 2016 roku zgłosili się do konkursu o Nagrodę imienia Andrzeja Zawady, przyznawanej przez Kapitułę Kolosów (Kolosy - coroczne spotkania podróżników, autorów najciekawszych wypraw i osiągnięć eksploracyjnych z Polski i nie tylko) młodym obiecującym podróżnikom o nietuzinkowych pomysłach na ekspedycje. Mieli tylko pięć minut na prezentację siebie i swojej idei. I w te pięć minut porwali mnie i pozostałych członków Kapituły na wyprawę do Ameryki Południowej, ze sceptyków staliśmy się jej entuzjastami, co przesądziło o werdykcie – zwycięstwie Maćka i Michała, wiążącym się z nagrodą pieniężną zasilającą budżet przedsięwzięcia.  
     

    Wyruszyli
     

    9 listopada, odlecieli do Buenos Aires. Tam wsiedli do swojego Land Rovera Defendera 110 z 1996 roku, którego remontowali i przystosowywali do swoich potrzeb przez ostatnich kilka miesięcy. “Lista zmian w naszym Defenderze jest naprawdę długa – mówi Michał, który odpowiadał za przygotowanie auta do podróży. – Z ważniejszych rzeczy to zmiana manualnej skrzyni biegów na automatyczną, montaż specjalnego oprzyrządowania do prowadzenia samochodu: gaz i hamulec w ręku. Do tego dwie windy: jedna, by dostać się do samochodu, druga, by dostać się na dach. I jeszcze budowa tarasu i montaż namiotu na dachu. Sami zrobiliśmy instalację elektryczną. Zamontowaliśmy też dodatkowe zbiorniki na wodę i paliwo. I wiele jeszcze innych ulepszeń.”
     

    Z Buenos Aires planują pojechać na południe i dotrzeć do przylądka Horn, który zamarzył się Maćkowi po lekturze książek o żeglarzach pływających w okolicach Ziemi Ognistej. Następnie poruszając się wzdłuż wybrzeża Pacyfiku przemierzą całe Chile, przejadą przez Boliwię, by zakończyć podróż w Peru. W dżungli amazońskiej, gdzieś nad Ukajali chcą odwiedzić indiańskich szamanów, korzystając z zaproszenia znajomego Michała, który jest tam przewodnikiem i zna pewną uzdrowicielkę.
     

    - Kolega Michała zaprasza nas od kilku lat do tych szamanów i cały czas powtarza, że oni nas wyleczą. Brzmi jak science fiction i być może dlatego nam ten pomysł przypadł do gustu – stwierdza Maciek. 
     

    - Historia o alternatywnych sposobach leczenia ciągnie się za mną dość długo – mówi Michał. - Już w poprzednich wyprawach pojawiały się osoby na mojej drodze, które próbowały w jakiś niekonwencjonalny sposób mnie uleczyć. Zawsze przyglądam się temu uważnie, bez konkretnej postawy, wiary w to czy też niewiary. Tym razem jest podobnie, ale spotkanie z szamanami nie jest naszym głównym celem podróży.”
     

    Droga jest celem
     

    A co jest jej celem? Poznawanie siebie poprzez poznawanie nowych miejsc, spojrzenie na problemy z perspektywy nie tylko swojej, ale i innych, napotkanych ludzi. Utwierdzenie się w przekonaniu, że odkrywanie świata jest ważniejsze niż trudy podróży, które stanowią ważny jej element, ale nie przeszkodę. Uczenie się proszenia innych o pomoc, co dla obu przyjaciół nie jest proste, ale wierzą, że życzliwością ludzie odpowiedzą na ich życzliwość i że z natury chętnie pomagają. - Poprzednie wyprawy nauczyły mnie tego, że należy mieć uszy i oczy szeroko otwarte, uśmiech na twarzy,  a wtedy nic złego nie może się przytrafić. – mówi Maciek. 
     

    Michał dodatkowo czeka na doświadczane we wcześniejszych podróżach, wieczorne sjesty, gdy ma się chwilę dla siebie, by spojrzeć na horyzont i pomyśleć, dlaczego jest się właśnie tu, a nie gdzie indziej. “Moja choroba postępuje. – dodaje. - Często myślę, że właśnie to mnie tak pcha do działania, by przez podróże zdążyć z odkryciem siebie.” 
     

    Podróż samochodem i wózkami inwalidzkimi, czyli na podwójnych czterech kołach, ma trwać około pół roku. Jest jednak możliwość, że nieco się przedłuży, gdy przyjaciele zdecydują się na przejechanie dodatkowych kilku tysięcy kilometrów, by dotrzeć do Kostaryki. A jak dobrze pójdzie to może i do Stanów Zjednoczonych – na wszelki wypadek wizy już sobie wyrobili."
     

    Tekst: Piotr Chmieliński, National Geographic Polska

    Drukuj Drukuj Podziel się treścią: